Kiedy planowałem podróż do Stanów Zjednoczonych, jednym z największych wyzwań była dla mnie łączność z internetem. Każdy, kto kiedykolwiek był w USA, wie, że roaming od polskich operatorów potrafi kosztować majątek – 30, 40, a nawet 50 zł za jeden dzień internetu to norma. Dlatego zdecydowałem się przetestować Airalo, czyli wirtualną kartę eSIM, o której wcześniej słyszałem wiele dobrego.
Po powrocie mogę śmiało powiedzieć – to była jedna z najlepszych decyzji tej podróży.
Jak działa Airalo?
Airalo to aplikacja, w której można kupić cyfrową kartę eSIM praktycznie na każdy kraj świata. Wystarczy mieć telefon obsługujący eSIM, a cały proces zajmuje dosłownie kilka minut. W moim przypadku wyglądało to tak:
Jeszcze w Polsce pobrałem aplikację Airalo i wybrałem pakiet USA.
Zapłaciłem kartą – mój pakiet kosztował 20 USD za 10 GB internetu na 30 dni.
Dostałem od razu kod QR do zeskanowania i… to wszystko. Karta aktywowała się automatycznie po wylądowaniu w Nowym Jorku.
Jeśli chcesz zobaczyć aktualne pakiety na USA, możesz sprawdzić je tutaj: Sprawdź pakiety Airalo na USA – kliknij
Moje doświadczenia w USA
Internet działał od razu po włączeniu trybu samolotowego i ponownym uruchomieniu telefonu.
Prędkość: w Nowym Jorku, Chicago i Los Angeles miałem LTE+, prędkości 30–70 Mb/s, czyli w zupełności wystarczająco do Google Maps, Instagrama czy wideorozmów.
Zasięg: w miastach świetny, w bardziej odludnych miejscach (np. na trasie z Vegas do Wielkiego Kanionu) zdarzały się momenty, gdy sieć przełączała się na 3G.
Stabilność: ani razu nie musiałem nic przeinstalowywać, po prostu działało.
Plusy Airalo (na podstawie mojej podróży)
✔️ Cena – 20 USD za 10 GB to bardzo dobra oferta jak na USA.
✔️ Wygoda – instalacja eSIM trwa kilka minut.
✔️ Bezpieczeństwo – płatność kartą i faktura w aplikacji, wszystko oficjalnie.
✔️ Elastyczność – w każdej chwili mogłem dokupić dodatkowy pakiet.
✔️ Świetne do podróży po kilku krajach – gdybym leciał np. do Meksyku czy Kanady, mogłem w aplikacji dokupić nową eSIM i od razu korzystać.
Minusy, o których warto wiedzieć
– Telefon musi obsługiwać eSIM – starsze modele i wiele tańszych smartfonów tego nie ma.
– Brak numeru telefonu – to jest tylko internet. Nie odbierzesz SMS-a np. z banku. (Ja miałem roaming na swoim polskim numerze tylko do SMSów i to się sprawdziło).
– Zasięg poza dużymi miastami – w parkach narodowych w USA zdarzały się przerwy w zasięgu, ale to bardziej kwestia sieci amerykańskich operatorów.
Kiedy najlepiej włączyć i wyłączyć Airalo?
Moim sprawdzonym sposobem było:
Włączenie eSIM tuż po wylądowaniu – dzięki temu od razu miałem Google Maps i Ubera.
Wyłączanie danych w hotelu – tam korzystałem z Wi-Fi, żeby oszczędzać pakiet.
Podróżowanie z włączoną eSIM w tle – nie musiałem się martwić o nic, a gdy pakiet się kończył, dostawałem powiadomienie i mogłem od razu dokupić kolejny.
Zobacz dostępne pakiety nie tylko w USA, ale i w ponad 200 krajach: Airalo – globalne eSIM
Czy warto? Moja rekomendacja
Po dwóch tygodniach w Stanach jestem absolutnie przekonany, że Airalo to najlepsze rozwiązanie dla podróżnych.
W moim przypadku 10 GB starczyło na:
codzienną nawigację Google Maps,
publikowanie zdjęć i filmów na Instagramie,
wideorozmowy na WhatsAppie,
korzystanie z Ubera, Bookinga i Yelp.
Pakiet skończył mi się dopiero ostatniego dnia podróży.
Jeśli też planujesz podróż, koniecznie sprawdź aktualne oferty: Kup eSIM przez Airalo
POLECAM!
Airalo to rozwiązanie, które oszczędziło mi przynajmniej kilkaset złotych, dało święty spokój i pełną kontrolę nad internetem. Dla mnie to już standard. Na każdą kolejną podróż nie będę brał żadnych lokalnych kart SIM, tylko od razu odpalał Airalo.
Polecam każdemu, kto ceni sobie wygodę i rozsądne ceny.